• pl
baza+kopia+kopia.jpg

CRAZY heels

/ 29 Lip, 2012


0 komentarzy

Dodaj nowy komentarz
  1. Anonymous

    Tamaro, a z czystej ciekawości – jak wygląda sprawa Twojego ubioru np. na egzamin na studiach? Lub jakiekolwiek bardziej oficjalne wyjścia? Bo ciężko mi sobie wyobrazić Ciebie w stonowanym outficie, a czasem bywa, że właśnie w takim trzeba się pokazać w danym miejscu; )

  2. MACADEMIAN GIRL

    Na oficjalne wyjścia ubieram się właśnie tak jak pokazuję na blogu :))
    Masz przykład chociażby w poście, w którym pokazywałam swój zestaw z odbioru Stypendium Artystycznego Prezydenta Miasta: http://macademiangirl.blogspot.com/2012/06/bling-bling.html
    Tesli chodzi o egzaminy to sprawa wygląda tak samo – jestem na artystycznej uczelni, nie mam 'stonowanego' dress codu 🙂 Natomiast jeśli wiem, że będę pisać/kreślić itp. i siedzieć przez godzinę z głową pochyloną nad kartką to z czystej wygody pewnie zrezygnuję z toczka na rzecz mniejszej opaski, heh ;D

    Pozdrawiam ciepło,
    Tamara

  3. ladyoftheflies

    Hehe dobrze w takim razie być na uczelni artystycznej. Ja byłam na technicznej, i gdybym przyszła np. na ustny do starszego wiekiem profa ubrana np. na czerwono (to dla przykładu, bo bardzo lubie czerwony 😉 ), to zostałabym odebrana jako co najmniej niepoważna. Ale i tak chodziłam.. w burgundach i lokach do pasa, a co 😉 Jest taki idiotyczny stereotyp, że kobieta-naukowiec musi wyglądać jak "heldzia", mieć tłuste włosy związane w kucyk, flanelową koszulinę i rozkłapciane drewniaki hehehe. A przynajmniej wytarty sweterek – dopiero wtedy jest postrzegana jako kompetentna, zwłaszcza przez męską (przeważającą…) część kadry akademickiej. Ufryzowana, poubierana, to i zapewnie na niczym się nie zna oprócz malowania paznokci, i absolutnie nie narysuje żadnej linii produkcyjnej, czy czego tam innego. Podkreślam, że to stereotyp i się oczywiście zmienia, i są wyjątki (nie jestem żadną wojującą feministką, raczej chłodno do tego podchodzę), ale nie trzeba o czymś oficjalnie mówić, by wiedzieć, że to istnieje. Tzw. pierwsze wrażenie dotyczące czyjegoś profesjonalizmu i kompetencji często decyduje o być-albo-nie-być, zwłaszcza w branżach pozaartystycznych. A w nich przecież też jest masa dziewczyn i kobiet, które lubią się pobawić modą, nie wykazując przy tym żadnych cech zidiocenia. Teraz jestem na studiach 3st. w UK i tu jest bardziej liberalnie, można przyjść na egzamin jak się komu żywnie podoba, a ludzie są bardzo cięci na wszelkie, nawet kuriozalne, przejawy dyskryminacji.
    No, rozpisałam się 🙂 Zazdroszczę w każdym razie wykładowców, przez których pewnie "artystyczny" ubiór jest postrzegany jako zaleta i dowód wyobraźni 🙂

    PS: Tamaro, znielubię Cie chyba! 😀 Znowu przez Ciebie kupiłam buty (sztyblety), grrrr! 😀

  4. MACADEMIAN GIRL

    Wiem, wiem że jest taki stereotyp, dlatego zawsze zakładałam, że 'muszę się dobrze uczyć/mieć dobre stopnie', żeby móc wyglądać jak wyglądam, bo inaczej będą mnie mieli za pustą lalę, która jedynie co potrafi to ładnie się ubrać. Smutne ale prawdziwe więc totalnie Cię rozumiem. Teraz natomiast mam trochę większą wolność i dobrze mi z tym szalenie :)))
    Trzymam kciuki żeby i Tobie się udało 'utorować' swoją drogę w tym wszystkim ;***

    A co do butów, to też je kupiłam hehe xD Są mega wygodne i piękne ^^

    Buuuuziaki ;****
    Tamara

  5. ladyoftheflies

    Hehehe no ja właśnie mam tak samo 🙂 Ale i tak trochę żal, że trzeba za przeproszeniem zachrzaniać 3 razy tyle co "leniwi, ale zdolni" w wyciągniętym t-shircie, żeby zostać tak samo docenionym. Tak łatwo przecież wyrobić sobie zdanie na temat jakiejś osoby w pierwsze 30 sekund. Zawsze sobie powtarzam, że koniec końców to uczy i pracuje się tylko dla siebie, ale docenienie i jakiś wymierny efekt tej pracy też jest potrzebny, bo nie tylko samorozwojem człowiek żyje. Teraz owszem mam na tyle wolności i odwagi, że ubieram się jak chcę, ale myślę, że to też przychodzi z wiekiem i dojrzałością psychiczną/społeczną, i nie chodzi generalnie tylko o kwestie ubioru i wyglądu, ale o całokształt w życiu.
    Będąc na zakupach w zeszły weekend widziałam na ulicy: pana z wąsikami na Salvadora Dalego w marynarce w biało-czerwoną kratę; panią w czapce do konnej jazdy, wielkich lennonkach i wielgachnej kurtce w krowie łaty; pana z brodą do pasa ubranego w czerwoną koszulę i błękitne rurki, Chinkę w jaskrawozielonej sukience-bombce z wielką złotą torbą a la shopper i platformach lilaróż… założę się, że były to wszystko bardzo pozytywne, inteligentne osoby – bo czemu niby nie? 🙂

    Moje azteckie sztyblety jeszcze nie dotarły, ale cieszę się, że wygodne 🙂

    Pozdrawiam serdecznie! :*** 🙂

  6. ANA

    Ja niestety z outfit'em poszalec nie mogę. Praca mi nie pozwala nawet założyc spódnicy przed kolana… na uczelni miałam to samo:/ Ech, niektórym to dobrze;)))


Napisz nowy komentarz