Drukowanie

ZAGADKOWA MODO-MOWA #6: MOODBOARD, TRENDSETTER, EDYTORIAL, DRESS CODE, ADVERTORIAL

Warsaw / 11 Gru, 2015

26. MOODBOARD (ANG.)

To dosłownie „tablica nastroju”. Artyści korzystają z niej, żeby przedstawić atmosferę projektu, nad którym pracują. Moodboard służy do tego, żeby pozbierać myśli i skatalogować inspiracje. Jego wykonanie to pierwszy, bardzo ważny etap projektowania. Dyscyplinuje projektantów, przypominając o właściwym celu (spójnej kolekcji) i motywuje ich do działania 😉 Ułatwia wytłumaczenie klientowi, co „autor miał na myśli” i przekonanie dyrektora artystycznego do swojej wizji. Naturalne, że zawsze łatwiej wyobrazić sobie efekt końcowy, kiedy można przyjrzeć się próbkom kolorów i zestawom zdjęć, które znakomicie oddają klimat kolekcji. Jeden rzut oka na taką zbieraninę powinien wystarczyć, żeby złapać jego motyw przewodni: kolorystykę, charakter, czy inspirację ulubioną ikoną stylu. Moodboard może mieć dowolną formę: folderu w komputerze, korkowej tablicy, do której przyczepia się zdjęcia i skrawki tkanin, albo notesu z kolażami. Na studiach moje zawsze były multikolorowe. Teraz zastąpiły je notesy pełne ilustracji z dziką roślinnością i fotek Iris Apfel 🙂 W pracowni marki La Mania na planszach zawsze widać sporo odniesień do sztuki i nowoczesnej architektury, a np. tablice Miucci Prady pełne są interesujących deseni i tekstur. Nowoczesną formą moodboardu jest portal internetowy Pinterest, na którym można stworzyć własną „tablicę nastroju”, poszukać natchnienia i pokazać innym, co się nam podoba.

Drukowanie

27. TRENDSETTER (ANG.)

Czyli „prekursor” lub „dyktator trendów”. To osoba, która dosłownie „z powietrza” wyłapuje nowe trendy i jako pierwsza wprowadza je do użycia. Celem trendsettera najczęściej wcale nie jest dobry wygląd. On doświadcza i obserwuje, a świetny styl wychodzi mu jakby „przy okazji” 😉 Nie muszę chyba mówić, że bywa to samotna przeprawa, bo zanim w tygodnikach o stylu gwiazd pojawi się ktoś ubrany w modne buty w stylu lat 70-tych, trendsetter zdąży wzbudzić w nich konsternację. Sezon wcześniej! 🙂 Trendsetterami są Lady Gaga, Gwen Stefani, producent muzyczny Mark Ronson, czy Joanna Horodyńska. Niektórzy uznają ich za wizjonerów, inni za dziwaków, a sposób, w jaki się noszą jest albo ubóstwiany, albo wyśmiewany. Oczywiście do czasu kiedy… wszyscy się zorientują, że należy ich naśladować 😉 Termin „trendsetterka”, bywa używany jako synonim wyrażenia „it-girl, ale oznacza coś trochę innego. It- girl z wdziękiem nosi najmodniejsze ubrania i kultowe dodatki. Z morza trendów potrafi wyłapać to, co najlepiej do niej pasuje i zinterpretować po swojemu. Trendsetterka dopiero przeciera szlaki i czasem musi minąć kilka sezonów, zanim modne dziewczyny zaczną brać z niej przykład 🙂 Jeśli dawno temu przewidziałaś wielki powrót zamszu i wyczuwasz, kto w przyszłym roku będzie rządził sceną muzyczną, pomyśl o wykorzystaniu tego talentu szukając pracy. Na świecie działa sporo agencji i portali, które zajmują się przewidywaniem tendencji, np. WGSN czy Trend Tablet.

Drukowanie

28. EDYTORIAL (ANG.)

Po polsku „redakcyjny”, „wydawniczy”. W pismach typu „Wall Street Journal” określa się tak krótki artykuł wstępny na pierwszej stronie, napisany przez redaktora naczelnego A co, gdy bardziej od ekspertyz gospodarczych obchodzą nas nowe pomysły Anny Wintour? 😉 W branży mody terminem „edytorial” określa się dużą, modową sesję zdjęciową. To zamówiony przez wydawcę czasopisma autorski koncept redaktorów, którzy samodzielnie wybierają fotografa, modeli i temat przewodni. Decydują, gdzie zorganizować sesję (np. Antypody, Nowy Jork czy warszawska Praga? 🙂 ), a potem poruszają niebo i Ziemię, żeby jeszcze przed sezonem zamówić w showroomach najbardziej hitowe ubrania. Podobno największe perełki styliści dosłownie wyrywają sobie z rąk, a za udział w sesji do Vogue, modelki muszą niemal dopłacać 😀 Wiadomo, dobry edytorial to wizytówka magazynu i prestiż dla ekipy. Praca przy takiej sesji jest trochę jak tworzenie opowieści: klimat sezonu narzuca temat, a modelka gra przed obiektywem wymyśloną postać. Najwięksi geniusze fotografii modowej, tacy jak Steven Klein czy Annie Leibovitz, mają na koncie edytoriale godne galerii sztuki. Ich kadry w magazynach wciągają jak obrazy mistrzów malarstwa! Topowe czasopisma nie oszczędzają na sesjach, opłacając nie tylko pracę całego zespołu, ale często też podróże do najbardziej egzotycznych zakątków świata. Ostatecznie wszystkim się to zwraca: marki traktują takie sesje jak ekskluzywną reklamę swoich produktów, a pismo może się pochwalić wysokością nakładu. Pst! Na TEJ stronie  możecie obejrzeć selekcję najlepszych światowych edytoriali!

Drukowanie

 29. DRESS CODE (ANG.)

Inaczej  „zasady ubioru” lub „przepisowy strój”. To modowy savoire vivre, czyli zbiór zasad określających, jak należy wyglądać w określonej sytuacji. Reguły te decydują m. in. jakiej długości spódniczkę wolno założyć do pracy, a co wypada (lub nie) ubrać na wieczorny koktajl. Chociaż dress code automatycznie kojarzy się z biurowym krawatem, ubraniowy kodeks nie dotyczy wyłącznie pracowników korporacji. Zasady te zależą od religii, kultury i szerokości geograficznej. Inne obowiązywać będą na ulicy w Arabii Saudyjskiej, a inne podczas koncertu w Filharmonii Narodowej w Warszawie. Prawdziwie stylowe osoby nie tylko mają doskonały gust, ale też potrafią dostosować swój wygląd do norm obowiązujących w danym kręgu kulturowym, czy odwiedzanym miejscu. Nie ma nic gorszego, niż przyjść na wesele w białej sukience, włożyć dres do teatru, a do przedpołudniowej pracy w ośrodku zdrowia zrobić sobie sylwestrowy makijaż 😉 Nieposzanowanie etykiety może mieć przykre skutki: uprzejmy pan odmówi Wam wstępu do eleganckiego klubu z powodu adidasów, a pracę po rozmowie kwalifikacyjnej dostanie ktoś z… mniejszym dekoltem 😉 Niektórzy twierdzą, że dress code jest przeciwieństwem kreatywności. Ja jestem jednak zdania, że świetnie ćwiczy wyobraźnię! W końcu nieźle się trzeba nagimnastykować, żeby wystylizować po swojemu formalną garsonkę, a przy tym nie przesadzić i nie rozzłościć szefa 🙂

Drukowanie

30. ADVERTORIAL (ANG.)

Inaczej: artykuł sponsorowany. To reklama w formie materiału, który do złudzenia przypomina ten przygotowany przez redakcję pisma.  Sam termin powstał z połączenia angielskich słów „advertisement” (reklama) i „editorial” (redkacja). Advertorial treściowo i graficznie powinien pasować do danego magazynu. Zazwyczaj świetnie się ukrywa, ale większość z Was na pewno potrafi odkryć tę misterną mistyfikację 😉 Składany jest zwykle innym rodzajem fontu (krojem liter), niż reszta magazynu i już na pierwszy rzut oka wygląda nieco inaczej. Takie teksty tworzone są przez pilnych specjalistów od marketingu i PR-u. Bywa, że tak nieumiejętnie wychwalających opisywany produkt, że informacja „materiał sponsorowany” (zawsze musi się pojawić) właściwie nikomu już nie jest potrzebna 🙂 Rynek reklamy na szczęście poszedł ostatnio po rozum do głowy i coraz częściej zamiast nachalnej agitacji, oferuje treść naprawdę wysokiej jakości. Na przykład w advertorialach Sephory znajdziemy cenne rady dotyczące konturowania twarzy, a w tych marki Nivea – sposoby na pielęgnację skóry. Granica między autorskimi testami redakcji, a materiałami sponsorowanymi jest dzisiaj wyjątkowo płynna. Być może dlatego ostatnio zauważyłam, że advertoriale czytam z takim samym zainteresowaniem, co resztę czasopism. W końcu reklama też jest dla ludzi – ważne, żeby dawała odbiorcy konkretną informacją i trzymała poziom! 🙂

Drukowanie


Aktualnie nie ma żadnych komentarzy. Skomentuj już teraz!

Dodaj nowy komentarz